Dlaczego my?

„Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela”

DROGI CZŁOWIEKU,

takie słowa słyszą małżonkowie po złożeniu przysięgi małżeńskiej. Jakże wielkie to wydarzenie, święto (uroczystość), ile wówczas płynie życzeń czy dobrych słów, każdy jest szczęśliwy, nikt nie myśli o jakichkolwiek przyszłych trudnościach czy kłopotach. Bawimy się do „białego rana”, przeżywamy „miesiąc miodowy”, a później zaczyna się szara rzeczywistość. Dla niektórych małżonków szczęście i budowanie wspólnoty na całe życie, radość z posiadanego potomstwa i rodziny trwa do końca, ale bywa również tak, że z wielkiej miłości rodzi się cierpienie, ból, pustka, a nawet czasami i nienawiść.

Z biegiem czasu pojawiają się kłótnie, kryzysy, większe czy mniejsze problemy, wychodzą cechy (wady i zalety) naszych charakterów i osobowości, a może nawet „szerzej otwieramy oczy” i zaczynamy dostrzegać to, co kiedyś dla nas nie było widoczne. Doświadczamy pustki, która nas zasysa czy niszczy, coraz więcej w nas apatii oraz znużenia, tak jakby związek małżeński powoli się rozpadał, wypala się w nim miłość.

Ktoś może powiedzieć, że „nic co ludzkie nie jest nam obce”, że „rzeczą ludzką jest błądzić” – pojawiają się uzależnienia od czegoś lub kogoś. Strony zamiast się przybliżać oddalają się od siebie, brakuje fascynacji sobą (pierwotnej miłości, potężnego uczucia), a to powoduje pustkę, która niejednokrotnie zniewala.

Nie potrafisz wyzbyć się kompleksów, rozczarowania, przyznać rację, zaczyna to wszystko Ciebie przerastać. Może pojawić się inna – obca osoba. Może po latach „pożycia małżeńskiego” dopiero zauważyłeś, że kiedyś byłeś innym człowiekiem, że kiedyś kochałeś, a teraz nienawidzisz, że kiedyś źle ulokowałeś swoje szczęście, a dziś pytasz – gdzie ono jest? 

Wówczas pytasz samego siebie – czy moje wspólne życie ma jeszcze jakikolwiek sens? Czy warto kochać i starać się, gdy „drugiej strony” praktycznie już nie ma? Kiedy to wspólne szczęście tak szybko minęło? Będąc człowiekiem wiary zapytasz – gdzie w tym wszystkim Bóg?, gdzie jest Jego miłość? Przecież ślubowałem, „żyłem miłością” – gdzie ona teraz jest? Dlaczego tak się stało? 

A może nurtują Ciebie wątpliwości – czy dalej mam to znosić? Co powie rodzina? Co powiedzą inni? Przecież, co „Bóg złączył tego człowiek niech nie rozdziela”, – a jednak można „rozstać się po Bożemu”.

Nie żyj dłużej w niepewności, w wątpliwościach kryjących się w twoim sercu i umyśle – pozwól sobie pomóc, pozwól rozwiązać zawiłości Twojego życia i odpowiedzieć, przede wszystkim samemu sobie, czy Twoje małżeństwo było ważnie zawarte, czy w ogóle ono zaistniało.

Pewnie sobie powiesz, ale jak to, przecież był ślub, huczne wesele, goście, są dzieci i rodzina, a jednak, może po ludzku rzecz ujmując wszystko było, to małżeństwo mogło nie zaistnieć. 

 

Pytasz jak to możliwe? Nie rozumiesz, ale w głębi siebie chcesz to poznać – przyjdź to wyjaśnię, skonsultuję i pomogę, abyś nigdy więcej nie miał do siebie pretensji za złe i błędne życiowe decyzje. 

Często bywa, że już żyjesz albo chcesz tworzyć drugi związek, chcesz uregulować swój status, chcesz uregulować swoją sytuację życia sakramentalnego w Kościele, a decyzja z przeszłości Tobie ciąży – nie zwlekaj, przyjdź – pomogę i wyjaśnię, że nawet w majestacie prawa Kościoła i samego Boga można stwierdzić nieważności małżeństwa w procesie przed Trybunałem Kościelnym. Wydaje się to zbyt trudną i skomplikowaną drogą, wręcz niemożliwą do przejścia, a jednak jest to możliwe, dzięki naszemu doświadczeniu, rzetelności i profesjonalizmowi. 

Przestań żyć w schemacie, że ślubowałeś przed Bogiem, że ktoś może kiedyś Tobie bezczelnie powiedział” „widziały gały co brały”, a nawet nie jesteś świadomy  ile jest przyczyn zrywających małżeństwo, że są w ogóle osoby które w ogóle nie są zdolne do małżeństwa. Oczywiście małżeństwo cieszy się przychylnością prawa i zawsze jest ważne, chyba że udowodni się coś przeciwnego, czyli jego nieważność. Nieważność należy rozumieć, że od samego początku małżeństwo w ogóle nie zaistniało.

W języku potocznym często słyszymy słowa: „rozwód kościelny”, „unieważnienie małżeństwa”, itp. Są to tylko słowa – sformułowania, które określają człowieka poszukującego odpowiedzi, czy jego małżeństwo było ważne? Czy niejako można cofnąć czas? Czy powiedziane kiedyś przed Ołtarzem Pańskim „TAK” dalej zobowiązuje? Czy konsekwencje, które powziąłem „za młodu” muszę dalej przestrzegać? 

Tu naprawdę nie ma na co czekać. Rozwiąż swój problem, rozwiej wątpliwość, niech dłużej nie targają tobą nieustanne pytania i zdobądź się na odwagę – zacznij działać, skorzystaj z naszej pomocy (oferta). 

Nie przejmuj się, że nie dasz rady, nie patrz na opinie innych, nie bazuj na fałszywych poglądach, nie ulegaj słowom – że się nie uda, że tak to długo trwa, że z tego nic nie będzie, itp….

Jak długo jeszcze chcesz żyć z poczuciem winy, z wątpliwościami?

Pamiętaj Kościół w procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa nikogo nie ocenia ani nie potępia. Jedynie bada czy małżeństwo zaistniało czy też nie. 

To jest proces cywilny (rozwodowy), który może masz już za sobą – wyzwiska, utarczki, złe emocje i uczucia, cierpienie. W Kościele jest zupełnie inne postępowanie, które dąży do prawdy o Twoim małżeństwie, do zdobycia o nim tzw. pewności moralnej. Czy nie chcesz poznać tej prawdy? Prawdy czy twoje małżeństwo, wedle przepisów Kodeksu Prawa Kanonicznego, jest czy nie było ważne?

Pamiętaj prawda wyzwala, rozwiewa wszelkie wątpliwości, odkrywa tożsamość – to kim jestem?

Dlatego warto – przyjdź i skorzystaj z profesjonalnej pomocy.